Jaki kierunek studiów wybrać? (2 drogi)

Jaki kierunek studiów wybrać? (2 drogi)

studia

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że już nie jestem studentem, a uczelnia, na której byłem jako ostatnia, była moją trzecią. TAK. Trzecią. Co więcej, zdałem wszystkie 3 lata studiów licencjackich na ostatniej uczelni i… nie napisałem pracy. Dlaczego? Bo zamiast tego napisałem książkę. „Zmarnowałeś tyle lat.” – mówili znajomi, którzy pisali magistra z kierunku, który wybrali im rodzice… A raczej chcieli powiedzieć, ale nie mieli odwagi, bo będąc ich rówieśnikiem potrafiłem już rozwinąć 3 własne firmy, poznać smak samozatrudnienia, być inspiracją dla dziesiątek tysięcy osób i rzeczywiście, jako „ten co nie skończył studiów„ miałem nad nimi sporą przewagę. Ale po co ja to właściwie piszę? Mianowicie chcę Cię uczulić na jedną, bardzo, ale to bardzo ważną rzec: studia w dzisiejszych czasach niczego Ci nie gwarantują.

Jaki kierunek wybrać?

„Jak to?” – zapyta student medycyny lub prawa, który poszedł na studia kontynuując tradycję rodzinną. – „Będę miał pracę w kancelarii, świetne zarobki i możliwość rozwoju.”
Tak. Będziesz miał, jednak pamiętaj, że żadne pieniądze nie są w stanie odkupić Twoich marzeń. Możliwe, że stoisz teraz przed swoim największym życiowym wyborem. Wyborem pomiędzy byciem RACJONALNYM, a SZCZĘŚLIWYM.

Droga 1: Wybór RACJONALNY

Wybór racjonalny, czyli studia, na które namawiają Cię rodzice, po których jest świetna praca, pewne zatrudnienie dzięki znajomościom (rodziców) i wspaniała kariera. Będziesz wychwalany na każdej imprezie rodzinnej, będą o Tobie mówić wszyscy sąsiedzi, podając Cię swoim nieposłusznym (ale jakże szczęśliwym!) dzieciom jako przykład, a obrazek z Twoim zdjęciem zawiśnie w przedpokoju domu rodzinnego na zawsze.
Twoja wypłata wypełni Twój dom. Niestety nie ludźmi, a zabawkami. Ozdobnikami, które będą przykrywały prawdziwy problem. Pod warstwą samochodu za 200 000 PLN, wielkiego telewizora w salonie, marmurowego blatu w kuchni i basenu, znajdują się bowiem Twoje marzenia. Marzenia, które umierają. Cały czas umierają.

Niestety z marzeniami jest tak, że nie da się ich pochować, pożegnać, popłakać dwa tygodnie i zapomnieć. Marzenia „umierają” przez cały okres naszego życia.
I to nawet nie byłoby takie złe, jeżeli ten stan byłby stabilny. Do wszystkiego da się przyzwyczaić, jednak z marzeniami jest inaczej… Gorzej.

Marzenia z biegiem lat zaczynają „odżywać„. Moja Babcia ma 86 lat. Jest poetką. Niespełnioną poetką. Pamiętam doskonale jak jeszcze kilka lat temu „chwaliła się”, że napisała ponad 200 wierszy, a połowę rozdała anonimowo. Opowiadała nawet, że kiedyś jedna z sąsiadek postanowiła podpisać jej wiersz swoim nazwiskiem. Gdy przyszła zapytać o zgodę, moja Babcia tylko wzruszyła ramionami… i pozwoliła. Nigdy jej nie zależało na tym, ktoś wiedział, że to Ona jest autorką. Nigdy, aż do teraz. Od roku, codziennie opowiada, że „człowiek to głupi był„, a „nigdy mi nie zależało” zmieniło się na „SZKODA, że nigdy mi nie zależało.” Z wierszy, które jej zostały, udało się stworzyć książkę i wydać 200 egzemplarzy. Mimo wszystko, teraz, to już nie ma takiej wartości. To wszystko za późno. Dzięki mojej Babci wiem, że u schyłku naszego życia żałujemy jedynie tego, czego nie zrobiliśmy, albo tego, co zrobiliśmy patrząc na innych, zamiast na siebie. Dzięki niej, mam teraz odwagę powiedzieć „ŻEGNAM” każdemu, kto próbuje przeszkodzić mi w realizacji moich marzeń. Jest cudowną, szczęśliwą i niezwykle pozytywną kobietą. Mimo problemów z biodrem nie narzeka i cieszy się życiem.
Jednak jedyne co naprawdę ją dręczy, to niespełnione marzenie.

Doskonale wiem, jakie są konsekwencje tego, gdy „nie zależy”, a ja nie chcę aby ktoś pod wierszem zwanym „Moje życie” wpisał swoje imię i nazwisko.
Bez względu na to czy są to moi rodzice, dziewczyna, czy ktokolwiek.
To jest mój wiersz i mam zamiar napisać go sam.

Jeżeli już tę drogę wybrałeś, to „gratuluję”!
Najprawdopodobniej właśnie spełniasz marzenia swoich rodziców, którzy są z Ciebie bardzo dumni.

Pamiętaj jednak, że ja potrzebowałem „zmarnować” lata swoich studiów, żeby w końcu zacząć robić to, co naprawdę mnie interesuje.
Dzięki temu piszę do Ciebie ten tekst jako człowiek, który napisał 2 książki, rozwinął 3 firmy i współpracował z takimi ludźmi jak Jakub B. Bączek, Dawid Woliński czy Łukasz Milewski!
Całkiem nieźle, co?

Nie martw się, że minie rok, czy też dwa.
Na walkę o Twoje marzenia nigdy nie jest za późno.

Kiedyś słyszałem anegdotę o kobiecie, której marzeniem były studia humanistyczne. Mimo podeszłego wieku (miała 70 lat) w końcu się odważyła, a gdy powiedziała o tym swoim koleżankom, usłyszała:
– Jak to? Przecież jak skończysz studia, będziesz miała 75 lat! – Na co kobieta odpowiedziała:
– A jak nie skończę, to nie będę miała 75 lat?

Tak to rzeczywiście jest.
Nasze marzenia nie mają daty ważności. ŻYCIE niestety ma.

Jeżeli jesteś na drugim roku – dokończ studia. To tylko rok.
Licencjat Ci (Twoim rodzicom) wystarczy, a dalej rób to, co naprawdę Cię kręci, bo pamiętaj, że ŻADNE pieniądze nie są w stanie odkupić Twoich marzeń.

Nie zastanawiałeś się nigdy, dlaczego alkoholizm jest tak popularny pośród lekarzy czy prawników?
Lekarze, prawnicy to (z reguły) zawody nepotyczne. Takie, które są kontynuowane z pokolenia na pokolenie.
Alkohol pojawia się wtedy, gdy znikają marzenia.

Oczywiście nie chcę uogólniać, bo znam pasjonatów medycyny czy prawa, jednak znam też drugą stronę medalu, dlatego postanowiłem posłużyć się akurat tym przykładem.

Droga 2: Bycie szczęsliwym

Bycie SZCZĘŚLIWYM, czyli nie Architektura Krajobrazu, bo moja mama mówi, że będą z tego świetne pieniądze po studiach, a wymarzone studia weterynaryjne, bo kochasz zwierzęta i będziesz szczęśliwa.
Nie RACHUNKOWOŚĆ, bo tata ma biuro i przydałaby się księgowa, a Muzyka na Akademii Muzycznej, która jest Twoją pasją i pozwala Ci wyzwolić prawdziwy potencjał.
Nie EKONOMIA, bo ekonomiści są inteligencją narodu, a psychologia, bo chcesz pomagać ludziom w chwilach zwątpienia.

Chyba rozumiesz schemat.

Don't know?

A co jeżeli nie masz pojęcia co studiować?

Na początku przejrzyj wszystkie dostępne kierunki.
Potrwa to kilkanaście dni, by zrobić to sumiennie, ale warto.

Jeżeli przejrzałeś wszystkie uczelnie i dalej nie wiesz na jakie studia chcesz iść, to poszukaj pracy, wyprowadź się z domu, poznaj nowych ludzi, naucz się czegoś od swojego pracodawcy i idź na studia za rok.

Może nie wiesz na jaką uczelnię chcesz chodzić, ale miasto już wybrałeś!

Znajdź pracę właśnie tam, pójdź na kilka wykładów na uczelnie w tym mieście, popytaj znajomych z pracy (przecież już ich masz!), zastanów się nad swoimi zainteresowaniami i dokonaj wyboru rok później.

Roczna przerwa z perspektywy licealisty może przerażać, jednak ja straciłem dwa lata i dobrze wiesz jakie są tego efekty.
Ten rok, czy dwa może uratować Twoje całe życie.

Studia dzienne czy zaoczne?

Nie jestem i jestem zwolennikiem dziennych studiów jednocześnie.

Z jednej strony wiem, że jest to strata czasu i pieniędzy. Teraz pracodawcy o wiele bardziej imponuje to, że studiowałeś i pracowałeś jednocześnie, kończysz studia mając już jakieś doświadczenie w zawodzie (jakimkolwiek), niż skończyłeś studia dziennie ucząc się tylko kilkanaście dni w roku (przed sesją), a przez resztę roku akademickiego imprezując do upadłego.
Tak, wszyscy studiowali. Wiemy jak to jest na „dziennych”.

Z drugiej strony studia dzienne są potrzebne.
Wychodzę z założenia, że młodzi ludzie muszą się wyszaleć. Ja zawsze powtarzam, że „swoją wannę wódki wypiłem” i nie obawiam się kryzysu wieku średniego.
Jestem zdania, że w naszym pokoleniu to zjawisko przestanie istnieć. To nasi rodzice byli pokoleniami, w których „wypadało” się ożenić pomiędzy 19-24 rokiem życia, spłodzić dziecko i pracować na etacie. Wszyscy doskonale wiemy jakie są tego konsekwencje.

Gdy nagle (m.in. dzięki Internetowi) świat stanął dla nich otworem, zaczęli chcieć od życia więcej.
Więcej niż opieka nad dziećmi i wypełnianie wymagań otoczenia.
Nie tego chcemy.
Moja rada?

Wybawcie się, wytańczcie i niech Wam to cholerstwo przejdzie jak najszybciej.
Pożytku z tego żadnego, jednak lepiej teraz, niż w wieku 35 lat zostawiając dziecko w domu z opiekunką, bo przecież mąż w delegacji.

Im szybciej Wam przejdzie ten „szał” imprezowy, będziecie mogli się skupić nad moim ulubionym zdaniem.
Family-vacations
Jedni wolą imprezować w młodości, a drudzy młodość przepracować, by później bawić się przez całe życie.

Życzę Wam, żeby Wasze studia spowodowały, że synonimami słowa „praca” będą „radość„, „rozwój„, „pasja” i „satysfakcja„, a nie „obowiązek„.
Radzę Wam, żebyście nie dopuszczali do sytuacji, w których Waszym życiem będą kierować inni ludzie.
Polecam Wam słuchać serca, jeżeli chcecie obrać odpowiedni kierunek i umysłu, żeby ten kurs utrzymać z jak największa skutecznością.

Wpisz maila, na którego mam Ci wysłać link do wykładu.

Akceptuję regulamin

Nie martw się! Sam nie lubię SPAMU